Fenomen VW Passata CC
29 wrz | Rafal Zomerfeld | Tagi:CLS, mercedes, passat cc, Volkswagen, VW
Zbudowano ostatnio niezwykłe auto. W pewnym sensie zaskakujące, ale też wracające wiarę w motoryzację i jej podle podszyty zyskiem romantyzm. I bazujące na czymś kompletnie do tego zadania nie predestynowanym. Co by nie mówić, Volkswagen Passat, bo to on jest genezą tego fenomenu, to jeden z najpopularniejszych modeli w swojej klasie. Zaprojektowany jako auto politycznie poprawne, typowy przedstawiciel klasy średniej. Samochód dobry. Kropka. Bardziej unikający irytowania indywidualizmem, niż mogący czymkolwiek zaskoczyć. Samochód… dla ludu. Ale co gdy ludowi przeje się fizis auta popularniejszego, niż poranne radiowe wywiady obśmiewające Ojca Dyrektora. Trzeba salwować się… kopią.
Volkswagen podczas ostatniego salonu w Detroit zaszokował designem nowego auta w swojej gamie. Passat CC, bo tak mu dano na drugie imię, szokował dwojako. Po pierwsze, jako samochód kompletnie nieprzystający do dotychczasowej filozofii designu niemieckiego koncernu – czyżby po raz pierwszy od czasów niezapomnianego Garbusa postawiono formę przed treścią, to jest praktycznością? Z której strony by nie patrzeć, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nowe dziecko Volkswagena jest po pierwsze ładne, a dopiero dużo później wygodne.
Każdy z nas przypomina sobie zapewne jak to jest poznać dwie nowe koleżanki. Od pierwszej nie możesz oderwać wzroku, ale to druga co chwilę zagaja o Twoje plany na przyszły weekend. Może i ta mniej ładna ma z Tobą więcej wspólnego, mieszka bliżej i nie przeszkadza jej, że zamiast w jej kierunku, twój wzrok co chwilę wędruje w stronę zaparkowanej obok Yamahy R1. Ale dobrze wiesz, że „za te oczy” i tak chcesz poznać tylko jej ładniejszą przyjaciółkę. I to do niej najbliżej Passatowi CC w przeciwieństwie do drugiej symbolizującej jego nudzącego, acz popularnego protoplastę. Tylko jak głupio się poczujesz, dowiedziawszy się że ta która przed chwilą przewróciła do góry nogami Twoje poczucie estetyki, przyćmiewając całą konkurencję, ma starszą siostrę, modelkę znaną z telewizji. I to ona właśnie stoi przed Tobą i się uśmiecha do Ciebie swoją trójramienną gwiazdą. A na powabnie wygiętych plecach ma gustowny tatuaż z literami:
„Mercedes CLS”.
Passat CC to powielony pomysł Mercedesa sprzed kilku lat. Mercedes zupełnie zrewitalizował podupadającą na popularności E-Klasę stawiając w 100% na styl i sport. Okazało się to tak dużym sukcesem, że ideę tę postanowił skopiować Volkswagen w swoim CC. Zbudował samochód o linii niskiej i dynamicznej niczym coupe, ale wyposażył go w 4 drzwi i solidny bagażnik. Nawet przypominająca podrzucanego naleśnika linia Passata CC jest uderzająco podobna do Mercedesa.
Auto robi wrażenie, zwłaszcza gdy oglądamy je w salonie pośród innych modeli VW. Gdyby nie trudne do przeoczenia z racji swego rozmiaru logo producenta z przodu auta – można by pomyśleć że to co najmniej Audi. Ale to tylko złudzenie, to ładniejsza koleżanka znanego nam Passata.
Słyszałem już pierwsze głosy opowiadające się za tym, żeby zastąpić popularne przede wszystkim we flotach Passaty nowymi modelami CC. Przy cenie podstawowego benzyniaka 1,8TFSI 160KM plasującej się na poziomie 108 609 zł, a turbodiesla 2,0TDI 140KM od 119 690 zł, nie brzmi to jak coś niewykonalnego. Tylko zadajmy sobie pytanie – czy CC to materiał na samochód służbowy? Czy nie jest zbyt ładny na tylko koleżankę z pracy?
Nie zapomnę, gdy latem 2005 roku stałem w niewyobrażalnym porannym korku na przedmieściach Miami, a jedynym urozmaiceniem od nużącego tempa podróży była przyjemność podziwiania aut jakimi autochtoni jechali do pracy. Co kilka aut przyciągały wzrok świecące się w porannym słońcu Florydy lakiery kabrioletów Ferrari, Porsche czy Aston Martina. Gdzieniegdzie złowrogo spoglądały na siebie łyse głowy z potęznych Escalade’ów z 22-calowymi chromowanymi felgami. Kilku Kubańczyów zapakowanych szczelnie w małej kabinie brudnego pickupa leczyło ciszą bolesne wspomnienie dnia wczorajszego. Ale najpowszechniejszym widokiem, samochodem niemalże entry-level był właśnie Mercedes CLS. Gdzie nie spojrzałem – CLS-y. Stały na każdym z 6-ciu pasów w każdym kierunku. We wszystkich dostepnych kolorach i stylizacjach fabrycznych. Były przynajmniej tak powszechne jak u nas Skody Octavie i Daewoo Lanosy razem wzięte. Pamiętam swą tęskną myśl w tamtej chwili: „Kiedy u nas w korkach bedą takie widoki…”. Może już niedługo. Może Volkswagen Passat CC faktycznie stanie się CLS-em dla ludu i będzie nas stać choć na taką wersje piękna.







paź 03 at 20:27
Szerze mówiąc, nie widzę uderzającego podobieństwa między tymi modelami. To znaczy – są do siebie podobne, ale wiele samochodów jest dziś do siebie podobnych. O wiele bardziej od trafności porównania podoba mi się sposób opowiedzenia historii
paź 06 at 11:10
szkoda ze ten passat jest tak podobny do cls’a… szkoda bo poszli an latwizne. Cls jest porpostu sliczny ale czy Passat nie moglby byc jeszcze piekniejszy od niego? Widac ze teraz stylisci juz nie sa tak finzyjni jak dawniej. sa jakeis oglne trendy i kazdy sie ich trzyma… dzieki czemu klasa srednia to praktycznie ten sam design tylko inne znaczki na maskach. majac wybro wzialbym mercedesa
jest poand czasowy
lis 22 at 03:00
Bo kiedyś jeszcze uczono się motoryzacji – na czym ile da się zarobić – teraz już wszystko wiadomo – trzeba tylko odpowiednio ustosunkować do tego swój projekt, żeby się sprzedał.