Super tapetka
 

Rajd Polski a kondycja rajdów w Polsce

25 cze | Rafal Zomerfeld | Tagi:, , , , , , , , , , ,

Zdawkowa trzyzdaniowa notka w wysokonakładowych tygodnikach motoryzacyjnych. Jeden stale wydawany miesięcznik poświecony stricte temu tematowi. Kompletny brak zainteresowania największych mediów. Żałosny rynek reklamowy nie dający praktycznie żadnego stałego wsparcia. Garstka kibiców przychodzących, żeby zobaczyć swoich znajomych za kierownicą. Przepisy związku motorowego utrudniające starty potencjalnym talentom na praktycznie każdym poziomie zawodów. Taki jest obraz polskich rajdów.

Do niedawna opisywano go jako marazm, od kilku sezonów nie można bać się słowa agonia. Polskie rajdy dogorywają. I co gorsza, to długa i postępująca choroba, z przerzutami. Nie sposób już w tej chwili wskazać kto jest temu winny. To system naczyń połączonych. PZM i podlegające mu automobilkluby niebędące w stanie przestać się kłócić i tworzyć sieci przepisów utrudniających start, bez względu na rangę zawodów. Struktura władz związkowych jest problemem dla wszystkich, odbijają się o nią zawodnicy, zniechęceni są przez nią potencjalni sponsorzy, w końcu tracą jakiekolwiek zainteresowanie media.

A przecież właśnie na mediach spoczywa kluczowa odpowiedzialność propagowania poszczególnych dyscyplin sportowych. Jak to jest, że w żadnym ogólnopolskim dzienniku nie znajdziemy relacji z imprez rajdowych? Dlaczego wszystkie programy telewizyjne pokazujące walkę na oesach są poupychane czym dalej od primetime’u? Dlaczego tylko wiadomość o nieszczęśliwym wypadku na trasie odcinka specjalnego przebija się co jakiś czas do newsroomów? Czy jest jakiś niepisany pakt zakładający pomijanie tej dyscypliny motorsportu? Pod jakim względem bardziej medialną dyscypliną sportu są skoki narciarskie, czy wyścigi kolarskie?

Niestety, brak zainteresowania mediów bezpośrednio przekłada się na znikomy sponsoring startujących załóg. Idąc tokiem myślenia firmy szukającej skutecznego sposobu reklamy swojego produktu, rajdy nie oferują wymiernych efektów, w postaci dotarcia do określonej, odpowiednio szerokiej grupy odbiorców. Próżno szukać ofert reklamy w rajdach w portfoliach znacznej większości domów mediowych.

W ten sposób docieramy do rdzenia sprawy, którym jest punkt widzenia potencjalnego zawodnika. Młody człowiek zafascynowany rajdami jako metodą rozwoju swojego talentu do prowadzenia samochodu w sposób szybszy, bardziej kontrolowany, bezpieczniejszy, czystszy niż średnia kierowców, ma niesamowicie pod górkę. Czeka go ?pachołkolandia„, czyli przynajmniej jeden sezon jazdy po parkingach wokół słupków na KJS-ach. Podczas tego sezonu nauczy się podstaw techniki rajdowej, zniszczy swój mniej, lub bardziej seryjny samochód na tyle, że do codziennej jazdy już się nie będzie nadawał. Nie mając gdzie trenować przed zawodami dostanie kilka mandatów za ?zagrożenie w ruchu drogowym” lub ?celowe wywoływanie poślizgu” podczas ćwiczenia w nocy na opuszczonych parkingach. Na corocznym badaniu technicznym pojazdu będzie zmuszony uciekać się do korupcji, bo jego częściowo seryjny, a częściowo rajdowy samochód, nie zmieści się w przepisach obowiązujących diagnostów. Na wszystko wyda fortunę, bo w żadnych zawodach nie wystartuje autem zasilanym LPG czy CNG. A to dopiero najniższy stopień przygody z rajdami. Jeśli spodoba mu się na tyle, że zapragnie przejścia na poziom pół-profesjonalny jakim jest rajdowa trzecia(RD-3L), czy druga(RPP, dawny PPZM) liga, będzie musiał znaleźć hojnych sponsorów gotowych wesprzeć jego przygotowania. Opiewające niejednokrotnie na kilkutysięczne kwoty wpisowe, przygotowanie auta według obostrzeń regulaminowych odpowiednich dla danej klasy, czy w końcu serwisowanie auta w czasie zawodów, to potężne ciosy dla zawodników. Oczywiście, rajdy to nigdy nie był sport tani, ale dysproporcja między możliwością pozyskania środków od sponsorów a kosztami występów jest niezwykle ciężka do przejścia. Jeśli większość Polaków narzeka, że za mało się u nas zarabia w stosunku do cen towarów, to tutaj jest kilkakrotnie gorzej.

Dlatego właśnie znaczna większość aktywnych zawodników to biznesmeni, którzy odnosząc sukces finansowy w swoich firmach, mogą sobie pozwolić na finansowanie drogiego hobby, jakim są rajdy. Wrzucając w koszta promocji swojej marki wydatki związane ze startami na oesach są w stanie bez znacznej pomocy firm zewnętrznych radzić sobie finansowo. Innego sposobu w zasadzie nie ma. Nawet w RSMP, czyli najwyższej randze zawodów w kraju, duża część zawodników w ten sposób buduje budżety. Nawet będąc wyjątkowo utalentowanym kierowcą, ale nie biznesmenem czy mechanikiem, ciężko patrzeć odważnie przed siebie w takich warunkach. Smutne jest to, że najwyżej zachodzą najbogatsi a nie najlepsi.

Może jestem naiwny, a może po prostu mam, wraz z dużą grupą ludzi związanych blisko z rajdami, dosyć tej patowej sytuacji. Dlatego każda mała szansa na odwrócenie złej karty, wymaga budowania jej do rozmiaru realnej możliwości. A jako taką postrzegam zaczynający się jutro w okolicach Mikołajek 66. Rajd Polski. Pierwszą od lat imprezę międzynarodową, eliminację WRC, odbywającą się w Polsce. Cieszę się i jestem dumny, że udało się sprowadzić do Polski najlepszych kierowców świata. Że emerytowany talent Hołowczyc ma okazję jeszcze raz pokazać się obok współczesnych mistrzów szutrów i asfaltów. Jak nie cieszyć się, gdy widzimy jak Loeb chwali polskie oesy, nieświadomie kojąc strzaskane realiami codzienności serca ludzi kochających rajdy w krajowym wydaniu.

To może być punkt zwrotny. Jeśli staniemy na wysokości zadania i zorganizujemy tę imprezę profesjonalnie, będzie to nie tylko znak dla świata, że Polska jest na mapie rajdowej, ale także dla ludzi tutaj, w kraju. Przez pojawienie się najwyższego poziomu zawodów, jaki istnieje, musi nastąpić „efekt domina”, który popchnie ludzi do aktywnego zbliżenia się do rajdów. Tak jak napływ nastoletnich kandydatów na skoczków po wypłynięciu Małysza, tak po Rally Poland, ludzie zapewne zaczną się garnąć do KJS-ów. Wreszcie ludzie rajdów, będą postrzegani jako sportowcy-bohaterowie a nie piraci drogowi zatruwający środowisko. To powinno spowodować wyżej wymieniony „efekt domina” i przełożyć się także na relacje na linii władze związków-automobilkluby-media-sponsorzy. Obyśmy umieli wykorzystać tę szansę do zwiększenia popularności rajdów na stałe. Rajdy to przecież jedna z najbardziej romantycznych dyscyplin sportowych. Zasłużyły na to. W końcu cytując Ernesta Hemingwaya: „Ściganie się samochodami, walki byków i wspinaczka wysokogórska to jedyne prawdziwe sporty, reszta z nich to tylko gry„. Cieszmy się więc, nawet jeżeli żaden Polak nie nawiąże w weekend walki ze światową czołówką (a raczej trzeba się tego spodziewać), to nic od lat nie dało polskim rajdom takiej nadziei na poprawę ich stanu. Jutro zaczyna się Święto rajdów – Rajd Polski.


Strona organizatora 66. Rajdu Polski.

2 komentarzy

Dodaj swój komentarz

  1. asik-eli
    cze 26 at 10:40

    Głęboko wierzę w to, że tegoroczny Rajd Polski zainteresuje rzesze fanów motoryzacji. Również tych którzy nigdy nie słyszeli o imprezie w Mikołajkach. Cieszę się że w końcu w mediach zrobiło się o tym wydarzeniu choć odrobinę głośniej. Ostatnio z satysfakcją zauważyłam wzmiankę na ten temat we wszystkich dziennikach :) Więc trochę optymizmu Panie Redaktorze- może to poskutkuje:) Wiem że nasza reprezentacja może nie ma szans na podium, ale wierzę że nasz Kierowczyc jeszcze pokaże co potrafi . I pomimo że mój ulubieniec Czopik , który swoimi wyczynami na trasie zawsze rozgrzewał fanów i wywoływał zachwyt na twarzach największych laików (takich jak np. ja:) ) niestety doznał kontuzji i nie pojedzie w Mikołajkach , to z pewnością nie będzie nudno. Ufam iż organizatorzy , tak jak co roku , dopilnują bezpieczeństwa kibiców , i wszyscy z głowami pełnymi wrażeń wrócą do domów , aby Mikołajki odwiedzić znowu za rok. Polecam Rajd naprawdę każdemu kto choć trochę lubi autka lub choćby Mazury, grilla i dobrą zabawę. Bo Rajd Polski to nie tylko WRC, ryk silników , prędkość, adrenalina, to również piknik na który ludzie jeżdżą całymi rodzinami, to piękne Mazurskie krajobrazy i wędrówki polami w poszukiwaniu najlepszego punktu widokowego, godziny spędzone z przyjaciółmi w cieniu drzew i fantastyczne zdjęcia „latających samochodów”. A więc bierzcie aparaty w ręce, dzieci na barana, grilla pod pachę i ruszajcie kibicować Naszym:) Ja z nieukrywanym żalem po raz pierwszy od kilku lat będę kibicować ze szkolnej ławki (egzaminy – siła wyższa) ale z pewnością będę miała relację na żywo od wszystkich moich najbliższych , którzy już tam są . Trzymam kciuki za Naszych… trzymam kciuki za rajdy

  2. GAZ
    sie 03 at 20:44

    Powiem szczerze, że nigdy nie byłem na takim rajdzie więc nie będę się wymądrzał ale czy nie jest tak, że naet firmy -sponsorzy mają trudności w dzisiejszej dobie kryzysu na sponsoring?

Dodaj komentarz