Motoryzacja na świecie: Rumunia
16 wrz | Mateusz Durmaj | Tagi:dacia, rumunia, transylwania
„Drogi jak w Rumunii.” Gdy rozmawiamy o ubóstwie lub opowiadamy o drogach ze zniszczonymi nawierzchniami, często na myśl przychodzi nam Rumunia. Podobnie nieprzychylne opinie na temat tego państwa można głównie usłyszeć od osób, które de facto nigdy tam nie były, lub wybrały się do Rumunii na wycieczkę 30 lat temu. Postanowiłem zatem z dwojgiem przyjaciół przekonać się na własnej skórze, jak wygląda prawdziwa Rumunia.
Jako środek lokomocji posłużyło nam BMW e36 coupe. Już przed wyjazdem znajomi bombardowali nas ze wszystkich stron opowieściami z trzeciej ręki o tym, że są tam strasznie dziurawe drogi i istnieje duże ryzyko uszkodzenia samochodu.
Jednak z momentem przekroczenia granicy węgiersko-rumuńskiej, otoczka kraju niemal trzeciego świata prysła. Już pierwsze miasto, w którym się zatrzymaliśmy, czyli Satu Mare sprawiło na nas bardzo pozytywne wrażenie. Początkowo zaniepokoił mnie chaos jaki panuje na ulicach, ale wystarczył jeden dzień aby przywyknąć do tego, że Rumuni bardzo często korzystają z klaksonów, praktycznie w każdej sytuacji. Również piesi potrafią zaskoczyć, ponieważ przechodzą, a raczej przebiegają, w każdym możliwym miejscu. Ich lawirowanie między samochodami przypomina starą grę Frogger polegającą na przedostaniu się z jednej strony jezdni na drugą unikając przejechania przez rozpędzone samochody. Przejścia dla pieszych to tylko nieuczęszczana formalność. Co ciekawe, w większości miast, przed skrzyżowaniami lub przejściami dla pieszych znajdują się progi zwalniające, więc jeździ się tam z prędkościami spacerowymi.




Przejechaliśmy praktycznie przez całą Rumunię, aż do Constanty nad morzem Czarnym i drogi były całkowitą antytezą tego, co słyszeliśmy przed wyjazdem. Śmiało mogę powiedzieć, że są co najmniej porównywalne z Polskimi, a czasem nawet lepsze. Pięć autostrad o łącznej długości 265 km znacznie ułatwia poruszanie się między większymi miastami.




Rumunia jest ojczyzną Dacii i widać to na drogach. ? samochodów poruszających się po rumuńskich drogach to Dacie. Zarówno nowe Logany, Sandero, jak również starsze Solenzy, SuperNovy, seria 1300, itd. Mimo wspaniałej pogody (momentami temperatura sięgała 36^C) panuje tam moda na jazdę z włączonymi halogenami. Nawet stare Dacie bywały doposażone przez właścicieli w takie światła. Tuning optyczny w Rumunii jest powszechny? niestety nie jest on najwyższych lotów i aby znaleźć ciekawe auto wśród porażek tuningowych, trzeba się mocno naszukać. Bardzo często możemy spotkać także takie samochody jak BMW X5, Audi Q7, Chrysler 300C oraz inne pozycje segmentu premium. Do Rumunii przyjeżdża także dużo Włochów i Estończyków takimi samochodami.




Mimo agresywnie wyglądających stuningowanych samochodów, Rumuni jeżdżą spokojnie, czasem aż za spokojnie. Nikomu nie zależy na bezpiecznym i szybkim wykonaniu manewru wyprzedzania. Pozostając w temacie prędkości, prawie wszyscy jeżdżą przepisowo. Fotoradarów przy drogach oraz kontroli drogowych jest jak na lekarstwo. Nie oznacza to jednak, że jeżdżą bezpiecznie, czego mogliśmy doświadczyć. Przemieszczając się między kolejnymi miastami po jednopasmowych drogach, jadący przed nami samochód zatrzymał się, aby skręcić w lewo. Niestety pan jadący za nami VW Golfem V generacji za późno zaczął hamować i szczęśliwie odbił w prawo wjeżdżając do rowu.




Ceny w Rumunii są porównywalne do Polskich. Rumuński 1 Lei to w przeliczeniu prawie 1 zł. Za trzyosobowe pokoje płaciliśmy średnio 100-120 Lei za dobę, natomiast w restauracji można było dostać przykładowo dwudaniowy obiad za 15 Lei.
Miejscem, które koniecznie należy zobaczyć w Rumunii jest trasa Transfogarska. Prowadzi ona przez góry Fogarskie. Jest to odcinek ok. 80 km prawdziwych górskich serpentyn. Podczas jazdy towarzyszą nam wspaniałe widoki, dlatego co chwilę znajdują się miejsca widokowe. Niestety kierowcy z zacięciem rajdowym nie będą mogli puścić wodzy fantazji i poczuć się jak na odcinku specjalnym, ponieważ wszyscy jeżdżą tutaj z prędkością nie wyższą niż 40 km/h.




Rumunia kojarzy się także z Draculą. Spodziewaliśmy się, że w Transylwanii do każdej restauracji lub hotelu będzie nas zapraszał sztuczny wampir lub nietoperze. Na szczęście Rumuni nie skomercjalizowali bohatera książki Brama Stokera. Warto zwiedzić zamki Draculi, my wybraliśmy się do Bran, czyli najbardziej nastawiony na turystów. Bardzo klimatyczne są napisy z nazwami okolicznych miast umieszczone na wzgórzach, na wzór Hollywoodzkiego.




Od 2007 roku Rumunia jest członkiem Unii Europejskiej. Na dzień dzisiejszy traktowana jest jeszcze jako dosyć egzotyczny kraj i Polacy chętniej podróżują np. do Bułgarii. Gdy będzie taka możliwość to z całą pewnością wrócę jeszcze kiedyś do Rumunii i polecam każdemu zwiedzić ten kraj i przekonać się z jak krzywdzące są dotyczące go stereotypy.





wrz 19 at 08:55
Świetny artykuł. Coś podobnego czasami można poczytać w Classic Auto. Oby więcej takich uwiecznionych wypraw! Tego Tobie i nam – czytelnikom życzę.
wrz 29 at 14:53
ja się z tym artykulem nie do konca zgodze, a bylem w Rumunii w sierpniu 2009. Moja trasa to z południowo-zachodniej Rumunii do północno wschodniej i powrót na zachód na Węgry, tak wiec mozna powiedziec ze wzdłuż i w szerz; tez byłem m.in w Brasovie, w Bran, jechalem trasa transfogarska… ale byłem tez w wielu miejscach nie komercyjnych; w skrócie to:
jest bezpiecznie, choc warto uwazac na cyganów, swojsko, policji rzeczywiscie jest nie duzo, ale widzialem kilka patroli z suszarkami, a drogi to moze i są dobre ale tylko główne i krajowe których jest malo. reszta to tak jak u nas, ale na początku lat ’90…
pozdrawiam
lis 17 at 14:06
fajne foty