Klasa średnia pod lupą – porównanie 4 modeli
17 lis | Rafal Zomerfeld | Tagi:accord, c5, citroen, ford, honda, laguna, mondeo, renault, średnia
Walka o klienta wśród firm oferujących auta w klasie średniej znacznie zaostrzyła się w 2008 roku. Gros firm taktuje ten segment jako najważniejszy i dlatego w tej batalii wytoczyło najcięższe działa. Renault przedstawiło nową Lagunę, Ford zapowiedział rozdanie kart nowym Mondeo, Citroen otwarcie sprowokował kompletnie nowym C5, a Honda po cichu zrobiła swoje i uderzyła ze zdwojoną siłą odmienionym Accordem.
Reprezentanci segmentu D są tak ważnymi modelami dla producentów z dwóch powodów. Po pierwsze to auta dla zwykłego śmiertelnika osiągalne, ale zarazem pokazujące możliwości firmy oraz nowoczesne rozwiązania techniczne i zastosowane innowacje. Z drugiej strony są to przeważnie samochody służbowe dla klasy managerskiej w większości korporacji. Ergo produkt atrakcyjny stanowi gwarancję sukcesu zarówno w sprzedaży indywidualnej, jak i flotowej. I dlatego właśnie konkurencja jest tak ostra.
Renault Laguna
Najtrudniejsze zadanie miało Renault, prezentując nową Lagunę. Podczas gdy inni producenci zaczynali od zera, Francuzi musieli przejść znacznie dłuższą drogę. Poprzednia generacja Laguny, pomimo kilkakrotnie wprowadzanych zmian, była autem awaryjnym i nie osiągnęła sukcesu sprzedażowego. Image auta ucierpiał, rozważano nawet zmianę nazwy modelu. Ale patrząc z perspektywy czasu, ogrom pracy, którego nie przestraszyli się brawurowi Francuzi, opłacił się. Laguna zaskakuje bardzo pozytywnie. Stylistyka modelu wyznacza nowe trendy francuskiej firmy, pozostaje jednak w zgodzie z awangardową i kontrowersyjną filozofią koncernu. Nie każdemu się spodoba, ale skutecznie odcina się od konkurencji i wyróżnia na parkingu firmowym. Pierwszy rzut oka na wnętrze przedłuża te wrażenia, choć po chwili zastanowienia okazuje się, że to przedwczesne – poza typową dla Renault kierownicą, jest całkiem klasycznie. Liczba innowacji nie przytłacza, a wzorowa ergonomia i jakość wykorzystanych materiałów pozostawiają pozytywne wrażenie. Pasażerowie, którzy wybiorą jazdę z tyłu, mogą podróżować wygodnie. Pod względem komfortu podróży Renault wyznacza nowe standardy. Testowaliśmy dwulitrową wersję benzynową o mocy 140 KM, która sprawnie radziła sobie zarówno w mieście, jak i na trasie. Lecz o niczym więcej niż sprawnym poruszaniu się raczej mowy być nie mogło.
Honda Accord
Kompletnie inna jest natomiast nowa Honda. Samochód ten na papierze wygląda jak facelift poprzedniego modelu, ale gdy przyjrzymy się jej z bliska, jest znacznie potężniejszy Honda wydoroślała i wyprzystojniała. Zaczyna przypominać japońskiego kuzyna Audi. Szkoda tylko, że wyłącznie na zewnątrz. Wnętrze japończyka rozczarowuje i zasmuca. Kilka rodzajów wykorzystanych plastików plasuje się pod względem jakości pomiędzy ?moja nawigacja za 200 zł wygląda lepiej” a ?od biedy może być, ale tylko dlatego, że jeżdżę często w nocy”. Jest to kompletnie niezrozumiałe, podobnie jak zatrważająco mała ilość miejsca dla pasażerów jadących z tyłu. Już poprzednia generacja Accorda nie dawała szans wysokim pasażerom, niestety nowy model również się dla nich nie nadaje. Smaczkiem u Hondy jest dwulitrowy benzynowy silnik z systemem I-VTEC, który wręcz kocha wysokie obroty. Zapewnia fantastyczne odczucia podczas jazdy, pozwalając – wraz z przyjemnie zestopniowaną 6-biegową skrzynią o zaskakująco krótkim skoku lewarka – poczuć się niemalże jak w szalonym coupe.
Ford Mondeo
Co innego nowe Mondeo. Testowaliśmy go z 2-litrowym TDCI o mocy 130 KM oraz automatyczną skrzynią biegów. To nie najlepsze połączenie, główną zaletą diesli jest przecież spalanie, a z automatem ciężko utrzymać je na opłacalnym poziomie. A 130 KM to naprawdę niewiele jak na tak duży i ciężki pojazd. Mondeo ratuje się tu tylko momentem obrotowym. Ford z zewnątrz przytłacza swoimi rozmiarami i na szczęście w środku także nie rozczarowuje. Można całkiem wygodnie rozsiąść się na każdym z miejsc. Szkoda tylko, że konstruktorzy Forda postawili na ilość, a nie na jakość. Małe, ale denerwujące problemy, jak na przykład podłokietnik na wysokości uniemożliwiającej wygodną zmianę biegów czy wyjątkowo niefortunne umieszczenie gniazda zapalniczki – psują ogólne wrażenie. Nie każdemu spodoba się także stylistyka auta. O ile z zewnątrz Mondeo raczej się podoba, o tyle w środku jest już więcej kontrowersji. Niezdecydowanie w podświetleniu. Kłujące w oczy pseudometalowe wykończenia również nie są mocnymi stronami Forda. Dla tych, którzy nie mogą się zdecydować, polecam stanąć kilka metrów od auta i wyobrazić sobie, jak z fordowskiego Kinetic Designu wyrasta… Volvo S80. Tak, to właśnie ten model najbardziej go przypomina. Za to podobieństwo duży punkt dla Mondeo.
Citroen C5
Z kolei Citroen C5 najbardziej upodobnił się do starszego i bardziej luksusowego brata C6, co również można zapisać mu na plus. Smaczki, takie jak chromowane wykończenia czy seksownie wygięta tylna szyba, dodają autu dużo wdzięku, a niełatwo o to w przypadku omawianego segmentu. Tym bardziej, że poza tym C5 zgodnie z ogólną tendencją urosło i dla nieuzbrojonego oka stało się ociężałe. Pomimo tego wrażenie ogólne z nadwozia Citroena mamy świetne, samochód jest elegancki i stylizowany ze smakiem. W środku przypominamy sobie, że to jednak Citroen! Mnóstwo rozwiązań przeniesiono żywcem z mniejszego C4. Znakiem rozpoznawczym staje się kierownica, w której podczas skrętu porusza się jedynie jej wieniec, a środek pozostaje nieruchomy. Multum przycisków na nim umieszczonych jest jednak kompletnie nie do przeskoczenia. W awaryjnej sytuacji na drodze próbując posiłkować się klaksonem, straciłem kilka cennych sekund na jego odnalezienie. Poczucie prowadzenia statku kosmicznego Enterprise już mnie nie opuściło. Tym bardziej, że (po raz pierwszy od lat opcjonalne) hydrokinetyczne zawieszenie Cytryny pozwala się poczuć, jakbyśmy nie jechali, ale unosili się kilka centymetrów nad powierzchnią ziemi. Nawet regulacja wysokości i twardości niewiele może zmienić. Różnice są subtelne i nie zmieniają ogólnego poczucia płynięcia zamiast jazdy. Także silnik 2,0HDi o mocy 136 KM, w który wyposażono naszego C5, nie zachwyca. Jest niezły pod względem kultury pracy i momentu obrotowego, ale ani nie pasuje do tak eleganckiego auta, ani nie powala prezentowaną dynamiką.
Bogactwo wyboru
I tu właśnie tkwi meritum sprawy. Opisane samochody są swoją bezpośrednią konkurencją, jednak każde z nich jest tak inne, że de facto trafiają do ludzi o różnych potrzebach. Citroen to świetnie wykończona leniwa limuzyna dla kogoś, kto nie lubi myśleć o stanie nawierzchni. Renault jest dla osób młodszych i częściej podróżujących na długich dystansach. Oferuje też godny rozważenia poziom bezpieczeństwa i naprawdę nie odstaje pod względem prowadzenia i przyjemności z jazdy. Podobnie Honda, która braki wykończeniowe rekompensuje aparycją, bezpośrednim układem kierowniczym, twardym zawieszeniem i wariackim, wysokoobrotowym silnikiem. A Mondeo to nic innego jak klasyczny przedstawiciel segmentu. Auto poprawne, szczególnie niczym nie denerwujące, ale też nie porywające. Robiące jednak wrażenie stylistyką i rozmiarami.
Każde z oferowanych aut wyróżnia się zarówno image’em, jak i oferowanymi wrażeniami z jazdy. I właśnie tak powinno się wybierać w segmencie D – wedle własnego uznania. Bo każdy z modeli jest wykonany naprawdę dobrze, a na konkurencji między koncernami motoryzacyjnymi wygrywamy właśnie my – potencjalni klienci. Jedynie od naszego gustu zależy, który z samochodów klasy średniej będzie nam najbliższy.
Artykuł ukazał się także w magazynie Total Fun.
















lis 22 at 20:42
Mundek najlepszy z tego tatalajstwa byl, ale zadnego z nich bym nie kupil